Błękit nieba przemazany cirusem, słaba termika bezchmurna i silny wiatr wschodni – tak wyglądała dziś poranna pogoda. Zadaniem dnia była konkurencja obszarowa z czasem oblotu początkowo 3 godziny, ostatecznie zmniejszone do 2,5 godz. Kilkakrotnie przesuwano także starty ziemne. Ostatecznie gdy szybowce wzbiły się w powietrze termika także ruszyła. Noszenia sięgały nawet 3 m/sek. Szybowce z łatwością osiągały wysokość 1500 metrów nad poziom lotniska, a po otwarciu startu lotnego nawet do 1700 m. To pozwoliło na dobre odejście w kierunku pierwszej strefy na zachód od lotniska. Część zawodników dolatywała nawet za Zieloną Górę i tak załamywała trasę. Po drodze szybowce łapały noszenia 2-3 metrowe. Dziś nosiły lasy więc warto było nad nimi szukać wznoszeń. Dzisiejszy zwycięzca Tomek Rubaj zaliczył pierwszą strefę w rejonie Zielonej Góry. Następnie ponownie przeleciał nad „dużym lasem” w rejonie Sławy i skierował się na lasy w rejonie Wąsoszy. Inną koncepcję miało część zawodników którzy z pierwszej strefy ruszyli prosto na wschód przez rejon lotniska do trzeciej strefy. W ten sposób przelatywali także przez strefę drugą, którą nie dało się niezaliczyć. Po prostu leżała na trasie do strefy trzeciej. Trochę to zawiłe i wesołe z punktu widzenia logiki, ale tak chciał dziś kierownik sportowy. Na całym drugim boku pod wiatr można było łapać noszenia 2-3 m/sek z pułapem ok. 1500 m. Sytuacja nieco pogorszyła się w rejonie trzciej strefy stąd większość pilotów zaliczała ją tylko minimalnie i z wiatrem kierowała się do okrągłej strefy dookoła lotniska Łysiny. W zależności od zapasu wysokości piloci wlatywali w tą ostatnią (dolotową) strefę i następnie po krótkim dolocie meldowali się na taśmie. Zwycięzcą dnia został Tomek Rubaj na nowo zakupionym Discusie. Widać powoli wlatuje się Tomasz w tą maszynkę.Drugi był w dniu dzisiejszym doskonale latający Karol Staryszak, a trzeci Andrzej Śmieliewicz. Ostrą rywalizację o medale najlepiej ilustrują wyniki po trzech konkurencjach. Pierwszy jest Karol Staryszak natomiast drugie i trzecie miejsce zajmują z tą samą liczbą punktów Andrzej Śmielkiewicz i Zbyszek Nieradka. Oj przydała by się jutro ostatnie, rozstrzygająca konkurencja. Ale czy pogoda pozwoli ? Niestety prognozy są mało optymistyczne. Ale ? Kto wie… Kto wie….
JK
Po wczorajszym wystrzałowym dniu przyszło dziś pokonywać trasę na termice bezchmurnej. Co prawda prognozy były całkiem inne, nawet po starcie wyskakiwały liczne cumulusy dające noszenia powyżej 3 m/sek, ale cóż z tego jak chmury układały się wszędzie tylko nie w kierunku oblotu trasy czyli na wschód. Tutaj rano pojawiło się kilka chmurek, ale szybko sę rozpadły. Tuz przed startem kierownik sportowy zawodów zmniejszył zadanie dnia do trasy długości 332 km z punktami zwrotnymi w Błaszkach, Kościelcu i Dolsku. Większość zawodników odeszła z linii startu lotnego pomiędzy 13.35 – 13.50 Po drodze noszenia osiągały wartość od 3 do 5 m/sek. Jak zawsze najintensywniej nosiły lasy w rejonie kopalni Turek. Klasą dla siebie byli dziś dwaj Włosi: Stefano Ghiorzo i Thomas Gostner. Do zwycięstwa dowiozły ich dziś dwie nowo zakupione Diany 2.Na trzecim miejscu uplasował się lider – Karol Staryszak. Na jutro prognozowana jest także termika bezchmurna.
Kiedyś śpiewało się „Ach co to był za ślub…” , a dziś można zawołać „cóż to był za dzień, cóż to był za lot…” A wszystko za sprawą pięknego wyżu napływu mas z północnego wschodu. Trudno więc było oczekiwać mniejszej trasy niż 500 km. I tak się też stało – zadaniem dnia był wielobok o długości 517 km. Czy to nie za mało mówili niektórzy. I nie bez racji bowiem na trasę można było śmiało odchodzić już o godzinie 11-tej, a szybowcowa pogoda gasła dopiero po godzinie 19-tej, kiedy już większość pilotów chłodziło emocje w napojach relaksacyjnych. Wracając do chronologii – zaraz po starcie noszenia osiągały wartości 3-4 metrów/sek. Podstawa chmur dochodziła do 1800 metrów. Większość zawodników nie zwlekała więc nadto z odejściem na trasę. Jednym z ostatnich przecinających linię startu był Janusz CENTKA. Tym czasem czołówka zbliżała się już do pierwszego punktu zwrotnego w Bronowie. Lot przebiegał bezstresowo pod dorodnymi cumulusami układającymi się w szlaki. Podobnie lot do drugiego punktu zwrotnego w Rzepinie. Trzeci bok dugo ci 137 km był nieco poprzecinany obszarami o nieznacznej przewadze błękitu, ale nadal pozwalał utrzymywać prędkość przelotową w granicach 130 km/godz. Punkt zwrotny Lubin i lot w kierunku poligonów. W tym czasie na czoło stawki wysunął się doskonale dziś usposobiony Karol STARYSZAK. Jego Papa Lima ciął dziś powietrze jak super Jet. Jako pierwszy dotarł do ostatniego punktu w Brodach. Co ciekawe nie leciał pod ciemnym szlakiem zahaczającym o tak lubiane przez pilotów poligony, a dziś ograniczone strefą EPP 31 tylko wybrał wariant nieco na północ. Uniknął tym samym dylematu czy już wolno, czy jeszcze nie wolno wlecieć w strefę EPP-31, która była zamknięta dla pilotów do godziny 15.00 Dla pilotów lecących nieco z tyłu owa kwestia zegarkowa stanowiła pewien problem. Wszak wlecenie w ową strefę nawet 15 sekund za wcześnie mogło skutkować zakończeniem dzisiejszego lotu. Rozbrzmiały więc w eterze zapytania o dokładny czas. Kto mniej precyzyjny wolał na wszelki wypadek ominąć problem z północy. Gdy czołowa grupa zawodników szykowała się do dolotu na 60-70 kilometrze dzisiejszy lider zgłaszał już 10 kilometr. Byli i tacy jak Paweł Frąckowiak, który dolot wykonał z odległości 120 km. No no… zupełnie jak w Afryce. Zwycięzcą dnia był oczywiście Karol Staryszak osiągając fantastyczną prędkość 142 km/godz, drugi w konkurencji Tomek Rubaj osiągnął na swoim Discusie 132,3 km/godz, trzeci natomiast – Andrzej Śmielkiewicz – 138,7 km/godz. Brawo Panowie, brawo !!! Pozostali zawodnicy też mogą zaliczyć dzień do udanych. Śmieszne wydawały się skwaszone miny niektórych kolegów, którzy z rezygnacją mówili: „miałem dziś jedynie 130 km/godz…” A może to i pogody lepsze, i szybowce szybsze i piloci coraz doskonalsi….. A jeśli Tak to tylko można się cieszyć.
Tym czasem na szczycie tabeli znów zmiana lidera. Na miejsce to powrócił Karol Staryszak wyprzedzając Mirka (Christoph’a) Matkowskiego i Zbyszka Nieradkę. A ponieważ pogoda nie powiedziała jeszcze ostatniego słowa więc można mieć nadzieję na dalszą interesującą walkę zwłaszcza, że kolejni w kolejności jak Andrzej Śmielkiewicz, Przemek Bartczak i Thomas Gostner nie powiedzieli jeszcze ostatniego słowa.
Gdyby spytać kogokolwiek z pilotów jaki jest sen szybownika to każdy zapewne opowiedziałby o szlakach cumulusów i noszeniach 3-4 m/sek. Taki sen ziścił się w dniu dzisiejszym gdy rejon Leszna dostał się pod wpływ klina wyżowego z ośrodkiem nad Norwegią. Na dobra sprawę można byłoby ruszać na trasę już o godzinie 10.00 Ale ponieważ rozgrywamy zawody to wszystko ma swój porządek. Także wysokości odejścia na trasę. A ten warunek przysporzył wielu pilotom sporo emocji zarówno przed rozpoczęciem konkurencji jak i po odczytaniu zapisów rejestratorów po locie. Niestety chwila nieuwagi i dla kilku pilotów spore kary punktowe. Zadaniem dnia był oblot trasy o długości 489 km. Dość mocny wiatr północny i noszenia sięgające 3-4 m/sek plus długa trasa zachęcały zawodników do szybkiego rozpoczęcia konkurencji. Większość z nich odeszła na trase kilka minut po otwarciu startu lotnego. Jedynie Jurek Kolasiński odczekał i odszedł pół godziny po całej stawce. Warunki były na tyle mocne, że każdy miał dziś dużą przyjemność z latania. Oczywiście niajszybciel śmigali właściciele 18-metrowych klapówek. Ale także standardy nie miały powodów do narzekań. Po zaliczeniu I pz w Kościanie rozpoczął się lot pod szlakiem. Punkty zwrotne wyznaczone na przemian na południu i na północy pozwalały zaliczać kolejne odcinki trasy pod wiatr lub z wiatrem ale zawsze po d szlakami.część pilotów osiągnęło wysokość dolotową już przed ostatnim punktem zwrotnym w Szprotawie. Ostatnie 60 km to szybki dolot z prędkościami przekraczającymi często 200 km/h. najlepiej z zadaniem dnia uporali się: Zbigniew Nieradka (v-122,4 km/h – szybowiec LS-8), drugi był Przemysław Bartczak (v – 121,4 km/h – szybowiec LS-8), a trzeci Jurek Kolasiński ( v- 127,8 km/h – szybowiec Ventus 2cxt). Można by rzec, że dziś zwyciężyły LS-y. Po trzech konkurencjach na prowadzenie wyszedł Przemek Bartczak, tuż za nim pozycję wicelidera zajmuje Christoph Matkowski, a dotychczasowy lider Karol Staryszak spadł na trzecie miejsce. Prognozy przewidują nadal tak doskonałą pogodę dlatego można mieć nadzieję na kolejne udane konkurencje.
Poranek przywitał uczestników Mistrzostw Polski silnym południowo zachodnim wiatrem. Na dodatek zachmurzenie wysokie skutecznie tłumiło termikę. Nic więc nie wskazywało na to by powstały warunki do rozegrania drugiej konkurencji. A jednak udało się. Decyzją kierownika sportowego szybowce musiały stawić się na starcie o godz. 12.10. Szybkie manewry i warunek został spełniony. Potem nastąpiło zwyczajowe czekanie na sprzyjający układ pogodowy. Po początkowym odłożeniu startu ostatecznie „ogary poszły w las”. Po stracie podstawa chmur nie przekraczała 900 m. Noszenia jednak dochodziły do 2 m/sek. Start lotny został otwarty i zawodnicy ruszyli na trasę konkurencji obszarowej o czasie minimalnym 2 godz. Do pierwszego obszaru szybowce sunęły pod wiatr spadając często na wysokość 300-400 metrów. W rejonie pierwszej strefy biegnącej aż za Zieloną Górę pojawił się szlak cumulusów. Zwycięzcy dzisiejszej konkurencji znaleźli go i wykorzystali aż po granice strefy. Drugi bok był znacznie łatwiejszy. Najlepiej zrobili ci, którzy szlakiem południowym, przez Głogów sunęli z prędkością do 200 km/godz. W okolicach Leszna wykręcali ostatni komin, by następnie zaliczyć strefę opartą wierzchołkiem o Kąkolewo i poprzez niewielką strefę dookoła Osiecznej osiągnąć linię mety. Doskonałą formą błysnęli dziś latający na długich skrzydłach Mirosłąw Wysocki (112,9 km/h i pierwsze miejsce) oraz Robert Ślęczkowski (112,9 km/h i trzecie miejsce) Rozdzielił ich doskonale latający Karol Staryszak (105,0 km/h). Po dwóch konkurencjach Karol Staryszak wyszedł na prowadzenie, przed Mirkiem Matkowskim i Przemkiem Bartczakiem. Kolejne dni zapowiadają więc bardzo zaciętą walkę.
JK
Po przejściu układu frontów od rana nad Lesznem świeciło słońce, a niebo „pomazane” było pasmami chmur wysokich – cirrus. Prognozy nie nastrajały optymistycznie bowiem przewidywano umiarkowaną termikę bezchmurną. Istotnie termika budziła się bardzo wolno co zapewne spowodowało zmianę zadania. Ostatecznie kierownik sportowy Jerzy Mierkiewicz wyznaczył na dziś konkurencję prędkościową o długości 211 km z czterema punktami zwrotnymi. Zawodnicy nie kwapili się z odejściem na trasę starając się nabrać jak najwięcej wysokości przed startem lotnym. Pierwsi na trasę ruszyli Zawirski i Nieradka. Dopiero po kwadransie przecięli linię startu kolejni zawodnicy. W drodze do pierwszego pz w Przylepie zawodnicy musieli pokonywać rozległe obszary pozbawione termiki. Nawet słynny „duży las” nie dawał tego co zwykle. Stąd też prawie każdy z pilotów przeżywał chwile niepokoju wykręcając się z małych wysokości. Po zaliczeniu 1 pz termika jakby poprawiła się. Można było trafić nawet noszenia przekraczające 2 m/sek. Niestety pułap noszeń często nie przekraczał 1100 m.Po osiągnięciu 2 pz w Przedmieściu część zawodników wykręcała wysokość bliską wysokości dolotowej. Inni natomiast dochodząc do 3 pz musięli martwić się o to by w słabych noszeniach dokręcić wymaganą wysokość. Kolejno zawodnicy meldowali się na taśmie w Lesznie. Najlepiej uporał się dziś z tras Przemek Bartczak (v-81,9 km/h), drugi był Paweł Frąckowiak (v -83,9 km/h) a trzeci Ervin Salzinger (v – 87,8 km/h). Niestety kilku pechowców lądowało w niewielkiej odległości od linii mety. Trasa choć niedługa dostarczyła zawodnikom sporo emocji.
JK