Przedostatni dzień zawodów przywitał nas znowu słońcem od rana, gdzieniegdzie tylko zasłoniętym przez pojedyncze altocumulusy. Rozpocząłem dzień standardową procedurą - śniadanie, tankowanie, ciągnięcie na grid, odprawa, a na koniec kawa w barze. Na dzisiaj task setter wyłożył trasę 341 km z punktami 146 Lysec, 055 Banovce, 093 Turowo, krótszą niż wczoraj ze względu na podchodzący w dość szybkim tempie front chłodny. Mieliśmy polecieć także po raz pierwszy na południe, pod Dunaj i granicę z Węgrami. W zeszłym roku na ME bardzo często tam lataliśmy.
Starty rozpoczęły się o 11.30, a ja znowu stałem w pierwszym rzędzie. Po wyczepieniu ciężko było znaleźć jakieś noszenie, termika dopiero się budziła. Po raz kolejny zbocza Zoboru okazały się niezastąpione i z 380m zabrałem się najpierw w meterku, a później 2 m/s. Następnie poleciałem w stronę pierwszego punktu, gdzie na 10 km znalazłem 4 m/s i wykręciłem podstawę 2000m. Po kilkunastu minutach spotkaliśmy się z Tomkiem, podkręciliśmy się znów i odeszliśmy na trasę ok. 12.50. Całe szczęście to odejście nam nie wyszło i na 15 km postanowiliśmy się zawrócić. Trochę nam zajęło ponowne wykręcenie się do podstawy i dopiero o 13.20 wystartowaliśmy po raz drugi. Wszyscy byli już dawno na trasie, trochę baliśmy się także podchodzenia zachmurzenia frontowego. Pierwszy bok poszedł jednak sprawnie z prędkością ok. 100 km/h. Do drugiego punktu pięknie układały się mocno rozbudowane i dobrze noszące cumulusy i prędkość wzrosła do 115 km/h. Po drugim punkcie wykonaliśmy długi przeskok, wybierając tylko pod mniejszymi chmurkami. Zeszliśmy do 1100 m i złapaliśmy komin dnia 4-4,5 m/s, który wyniósł nas na 2400 m. Na 35 kilometrze do 3 punktu znajdował sie spory obszar bezchmurny. Dopiero na 15 km nad górkami trafiliśmy pod cumulusy. Odzyskaliśmy tam wysokość i polecieliśmy na punkt. Po jego zaliczeniu odbiliśmy nieco na zachód, gdzie w noszeniu 2,2 m/s wykręciliśmy dolot. Po drodze do Nitry wybraliśmy jeszcze w kilku miejscach, zwiększając zapas wysokości, mimo to nasilający się wiatr napędził nam nieco strachu. Ostatnie kilometry musieliśmy trochę zwolnić, by spokojnie znaleźć się na murawie w Janikovcach.
Osiągnęliśmy jak się okazało bardzo dobre rezultaty - średnią prędkość 120 km/h oraz 1 i 2 miejsce w konkurencji. Dało mi to kolejny awans w tabeli, na drugie miejsce :)
Łukasz
Na dzisiaj Vladimir Foltin wyłożył najdłuższe jak dotąd trasy. Klasa Otwarta dostała do oblecenia 500tkę, 15tki natomiast wielobok 403 km z punktami 155 Hrinova, 069 Radar oraz 159 Fatriański Klak. Pogoda miała być bardzo dobra, jednak meteorolog zapowiadał znowu obszary rozlanych chmur z opadami przelotnymi. Całe szczęście ich nie było...
Odeszliśmy na trasę o 13.24 znów jako pierwsi. Zaraz na początku uciekł mi Tomek, który wykorzystał lepiej pierwsze chmury i uzyskał nade mną kilkusetmetrową przewagę. Goniłem go spory kawałek, bo do połowy drugiego boku. Przed pierwszym punktem złapałem 4-4,5m/s, gdzie wykręciłem podstawę 2400m. Drugie podobne noszenie, a potem trzy trójki i byliśmy już razem, znacznie przed goniącymi nas rywalami. Niestety chyba za dobrze szło i po drugim punkcie popełniliśmy z Tomkiem po jednym błędzie. Najpierw Tomek, który nie dokręcił się w jednym noszeniu. Musiał polecieć 4 km za punkt zwrotny, by podkręcić się na kolejny przeskok. Ja natomiast zaparkowałem przed 3 punktem na Wielkiej Fatrze. Wleciałem na nią za nisko na 1400m i musiałem odbić mocno w bok, by się podkręcić. W tym czasie dogonił mnie Tomek i dalszą część trasy lecieliśmy znów skrzydło w skrzydło. Dolot i zapas 150m wykręciliśmy w noszeniu 2,5m/s. Było jeszcze przed nami kilkadziesiąt kilometrów, a niestety przed duże obszary duszeń zapas malał. Całe szczęście na 15 kilometrze wybraliśmy pod tworzącą się chmurką zyskując ok. 100m i dopiero wtedy byliśmy pewni, że wykonamy szybki finish z prędkością 200km/h.
W sumie na całej trasie wyszła nam całkiem niezła prędkość 118km/h, co dało mi kolejny awans w tabeli na czwarte miejsce, a Tomkowi utrzymanie prowadzenia. Zapowiadają się jeszcze dwa dni latania, więc miejmy nadzieję uda się jeszcze wskoczyć na pudło.
Łukasz
Po dwudniowej przerwie przyszedł czas na kolejne zmagania. Od rana pięknie świeciło słońce i suszyło ziemię zmoczoną przedwczorajszym deszczem. Kierownik wyłożył 15tkom trasę o długości 350km. Wydawało się to niedużo, jednak prognozy zapowiadały rozlewanie się chmur na północy obszaru.
Moje dziewczyny obiecały, że będą trzymały dzisiaj za mnie kciuki, dobre miejsce było zatem pewne:) Starty rozpoczęły się o 11.45. Początkowo nosiło właściwie tylko na Zoborze, za to od razu 2-3m/s. Cumulusy tworzące się nad górami bardzo szybko zaczęły się rozlewać, postanowiliśmy więc niezwłocznie odchodzić, zaraz po otwarciu startów lotnych. Odeszliśmy minutę po, czyli 13.01. Była to bardzo dobra decyzja. Do pierwszego punktu 098 Dobra Niva lecieliśmy szlakiem chmur, który wiódł ok. 30 stopni w bok, czyli na północ. Nadłożyliśmy nieco kilometrów, za to prawie wcale nie krążyliśmy. Po zaliczeniu 1 PZ, lot do drugiego punktu 104 Lopenik był także szybki. Podstawa sięgała 1900m npm, a noszenia dochodziły momentami do 4m/s. Problemy zaczęły się, gdy rozpoczęliśmy trzeci bok. Wlecieliśmy pod pełne pokrycie, a tam zamiast trójek były tylko meterki. Przed trzecim punktem 127 Socovce musieliśmy dokręcać podstawę w 0,5-0,7m/s. Tutaj odskoczył mi i Grabkowi Tomek, który znalazł silniejsze noszenie nieco z tyłu. Był wyżej, więc zaliczył punkt i rozpoczął powolny lot ku Nitrze. My po punkcie polecieliśmy w dolinę Prievidzy, gdzie złapałem komin 1,2m/s. Grabek niestety takiego noszenia już nie miał. Wykręciłem podstawę i poleciałem nad Prievidzę, gdzie zrobiłem jeszcze kilka kółek w 0,5. Brakowało jakieś 300-400m do dolotu. Przeskoczyłem dalej na południe, gdzie było więcej słońca. Między Vtacnikiem a Tribcem znalazłem upragnione 2,5m/s, w którym dokręciłem do niezbędnej wysokości. Na metę doleciałem tuż przed 17tą, jak się okazało na 6tej pozycji. Dzięki temu awansowałem również na szóste w klasyfikacji generalnej.
Łukasz
Niestety kolejny dzień zawodów nie zakończył się rozegraniem konkurencji. Vladimir dawał co prawda szansę, ale silny wiatr i duże zachmurzenie zmusiły go do odwołania konkurencji. Mnie dzisiaj od rana intrygowała soczewka, która stała nad Zoborem. Dlatego razem z 50 innymi pilotami ustawiliśmy się na starcie. Postanowiliśmy sprawdzić, czy to rzeczywiście ta chmura i czy nosi. Chwilę po 12tej wystrartował Eurofox i zameldował laminarne 3m/s tuż nad miastem. Godzinę później rozpoczęły się starty. Słowacy trochę się ociągali z holowaniem, dopiero jak uruchomili Ćmielaki znacznie to przyspieszyło. Mnie wyciągnął Zlin 526f, hol był błyskawiczny. Wyczepiłem się na 700m nad miastem i w laminarnym noszeniu ok. 1,5m/s nabierałem wysokości. Po wyjściu na 2000m przeskoczyłem na następny obszar falowy i jeszcze na kolejny. Tam dołączyli do mnie Tomek Rubaj i Łukasz Grabowski. W tym składzie lataliśmy już do zachodu słońca. Udało nam się polecieć najdalej w okolice lotniska Sliac - ok. 80 km pod wiatr, a wiało dzisiaj nawet 60 km/h. Gdy wracaliśmy odbiliśmy na jeszcze zachód, gdzie także znaleźliśmy dobrze noszącą falę. Na 2400m nosiła jeszcze 2m/s. Wracając urządziliśmy sobie z Grabkiem sesję zdjęciową, której efekty można obejrzeć w galerii.
Podsumowując znaleźliśmy w sumie około 10 pól falowych, które wynosiły nas pod górny limit wysokości, czyli 2440m. Najlepsze nosiły średnio 1,5-2m/s, w porywach do 3. Spędziliśmy w powietrzu ponad 6 godzin .
Łukasz
Trzeci dzień Pribiny 2010 powitał nas deszczowo. Momentami jest nawet ulewnie, pada bez przerwy od północy. Całe szczęście prognozy na najbliższe dni są optymistyczne. Od zachodu ma się nasunąć wyż, który może utrzyma się nawet do końca zawodów. Oby się sprawdziło.
Dzisiejszy dzień spędzamy świątecznie, czyli nie robimy nic:) Odpoczywamy przed kolejnymi dniami, które zapowiadają się ciekawie.
Z okazji Świąt Wielkanocnych chciałbym przekazać wszystkim najserdeczniejsze życzenia Zdrowych i Wesołych Świąt. Mokrego Dyngusa już nie muszę życzyć, bo jest wystarczająco mokro;) przynajmniej u nas...
Łukasz
Ciężko było dzisiaj rano uwierzyć, że polecimy na konkurencję. Mniej więcej o godzinie 7mej niebo zaczęło pokrywać się grubym cirrusem. Pojechaliśmy z hotelu prosto na odprawę, na której dowiedzieliśmy się, że od Austrii i Czech zbliża się okno w zachmurzeniu i tworzyć się będą cumulusy. Dostaliśmy zadanie w postaci 2-godzinnej obszarówki ze strefami 25-kilometrowymi wokół punktów 087Krupina i 090Walaska. Zaraz po briefingu podjechałem do szybowca i zaciągnąłem go do tankowania. Asg bardzo sprawnie się tankuje, więc po kilkunastu minutach mogłem się ustawić na starcie znów jako jeden z pierwszych.
Wystartowaliśmy o godzinie 13tej w momencie, gdy na niebie było już trochę strzępków cumulusów. Dosyć mocno dawał się we znaki południowy wiatr, który osiągał siłę nawet 40km/h. Wąskie kominy i słabe noszenia utrudniały nabieranie wysokości. Dopiero po kilkudziesięciu minutach żebrania na Zoborze, lecąc pod wiatr znalazłem 1,5m/s, w którym wykręciłem podstawę 1800m. Pogoda jednak nadal nie rozpieszczała, pod co dziesiątą chmurą można było znaleźć dobre noszenie (dobre to dzisiaj 1,5m/s). Cumulusy w krótkim czasie pozlewały się w duże obszary alto, jeszcze bardziej utrudniając sytuację. W czasie, gdy ja latałem na wschód od linii startu, Tomek zgłosił przez radio, że na północ od Zoboru wszedł na falę, która go nosi nawet do 3 m/s. Poleciałem do niego i wkrótce razem lataliśmy nad chmurami. Wyszliśmy na niecałe 2400m npm, więcej się nie dało i nie można też było (ograniczenie 2440m). Postanowiliśmy odchodzić, było już grubo po 14tej, a na niebie coraz więcej alto. Wejście na falę okazało się nieprzydatne, bo po doleceniu na start znaleźliśmy się 600m niżej. Wystartowaliśmy o 14.30. Pierwszy komin w połowie trasy do pierwszej strefy 1,5m/s, podkrętka i lecimy dalej. Po wleceniu w obszar skręciliśmy pod wiatr i lecąc pod szlakiem, który nie nosił... przelecieliśmy kilkanaście kilometrów i wróciliśmy z wiatrem pod ładniejsze chmury. Złapaliśmy komin ok. 0,8m/s i powoli nabieraliśmy wysokości, będąc znoszonym w stronę drugiego obszaru. Z wysokości 1400m odprostowaliśmy i udaliśmy się w okolicę Vtacnika, gdzie komin dnia 2-2,2m/s wyniósł nas pod podstawę. Dalej znowu było gorzej, wlatując w drugą strefę nie mogłem znaleźć żadnego noszenia. Odwróciłem się pod wiatr pod ładniejsze cumulusy, ale i one nie nosiły. Na przeskokach tak mocno dusiło, że bardzo szybko znalazłem się w parterze w okolicy lotniska w Partizanskich. Wiedząc, że pole mam dobre szukałem choćby wątłego podmuchu. Zgłosiłem już nawet Tomkowi, że ląduję w polu, lecz w chwilę później znalazłem komin. Miałem 500m z czego może z 300 nad teren. Noszenie od 0,5 do 1,2 dawało nadzieję, że uda się wrócić do domu. Wyżej zrobiło się nawet 2m/s, a w porywach rzucało do 3. Gdy miałem ok. 1000m doleciał do mnie Żółw, z którym razem nabieraliśmy wysokości. Musiały to być noszenia rotorowe od pasma Tribca, gdyż niebo prawie całe zakryte było cirrusem, a kominy znajdowały się nad środkiem doliny. Wykręciłem 1500m i gdy lusterko pokazało, że mam dolot ruszyłem pod wiatr. Całe szczęście mocno nie dusiło i nie musiałem podpierać się żaglowaniem na pobliskich górkach. Do Nitry doleciałem ok. 17tej, bardzo szczęśliwy, że jestem w domu.
Tomek, który przyleciał pół godziny przede mną zajął dobre 5 miejsce, a ja byłem dzisiaj 17ty. W klasyfikacji generalnej jesteśmy wysoko, Tomek 3 a ja 11ty z niedużą stratą do czołówki.
Łukasz
Losy mojego wyjazdu na Pribinę ważyły się prawie do ostatnich dni. Liczyłem, że uda mi się polatać znowu na Dianie, lecz niestety było to tym razem niemożliwe. Dostałem kadrowe Asg-29, które akurat w tym czasie było wolne. Wyjazd zaplanowałem z czwartku na piątek, tak aby zapoznać się z szybowcem na dzień przed zawodami. Polatać się nie udało, za to zmontowałem, umyłem i zakotwiczyłem maszynę.
Pierwszy dzień dziesiątej, jubileuszowej Pribina Cup przywitał nas piękną pogodą. Na odprawie kierownik sportowy Vladimir Foltin przedstawił dość długie jak na tę porę roku trasy. Klasa 15-metrowa, w której latam dostała trójkąt 350km z punktami 222Helpa i 132Povazska Bystrica. Starty ziemne rozpoczęły się o godzinie 12tej. Wystartowałem jako jeden z pierwszych, gdyż chciałem zapoznać się z Asg w powietrzu. Tomek Rubaj, z którym latam w parze wystartował jako jeden z ostatnich. Ja w tym czasie odleciałem po szlaku na północny wschód na ok. 40km. Podstawy im dalej na północ, tym były wyższe, więc zapowiadało się całkiem fajne latanie. Gorzej było na płaskim terenie na południu, gdzie podstawy miały ok. 1400m a średnie noszenia oscylowały w granicach 1m/s.
Na trasę odeszliśmy ok. 13.30. Pogoda była zmienna, w niektórych miejscach tworzyły się małe szlaki, były także duże obszary termiki bezchmurnej. Podstawa w rejonie 1szego punktu zwrotnego osiągnęła ok. 2700-2800m. Gorzej było z noszeniami, które były bardzo poszarpane i wąskie. Jakby na złość wariometry w "PL" utrudniały wyszukiwanie i centrowanie kominów. Cambridge skakał a 5tka była źle skompensowana. Momentami nie wiedziałem czy krążę w kominie czy w jakiejś turbulencji... W rejonie 2 PZ cumulusy zrobiły się rzadkie a noszenia wahały się między 1 a 1,5m/s. Błąd na dolocie popełnił świetnie lecący dzisiaj Łukasz Grabowski, który, gdyby nie to, wygrałby konkurencję. Mi ostatni bok wyszedł całkiem nieźle, ładnie zapracowało pasmo na północ od Zoboru, które znacznie przyspieszyło finish. Zająłem 3 miejsce z niedużą stratą do pierwszego.
Drugi dzień przywitał nas słońcem, ale od zachodu powoli zaciąga górne zachmurzenie. Za chwilę odprawa, więc dowiemy się czy latamy czy nie.
Łukasz